Pokora




Ogromna waga tych sześciu liter widoczna jest pod postacią milczenia z powodu jej gabarytu. Oczy skłonne tylko patrzeć, ograniczają ruch ciała, aby łapać chwilę. Powietrze nabrane w usta podczas jej unoszenia, ma szansę dotrzeć do każdej komórki naszego ciała i je dotlenić. To jest ten czas, którego wiecznie nam brakuje. Czas, kiedy zapominamy o zgiełku, a dostrzegamy człowieka. Życie uczy nowych umiejętności, nie zawsze w sposób wyraźny. Jaśniejsze dla nas są miejsca zacienione u kogoś. Warto popatrzeć w lustro i starać się okiełznać strach, który ma taką samą wagę co pokora. Skromność dźwiga ludzką obawę dwakroć. Głębia osoby, która stara się żyć w pokorze, co nie jest takie proste, bada stężenie powietrza, aby razem z bliskimi móc się natlenić. Brak stałości pierwiastków jest naturalna, i chodź z lękiem ją obserwujemy, poprośmy o pokorę, toż ma przecież dwa ramiona: do podnoszenia i przytulenia.

Człowiek


Sens życia może być jeden, bądź kilka. Tak samo jest z miłością. Prawdopodobieństwo pokrycia się ich metaforycznego znaczenia jest bardzo wysokie. Sensem życia może być miłość. Zamiłowanie do poszczególnych detali naszego życia może być jego istotą. Wiara w ponadprzeciętną analogię dla jednych jest ważnym potwierdzeniem, dla sceptyków lekką niedorzecznością. Niepodlegająca dyskusji jest obecność drugiego człowieka, którego bycie wypełnia sens, czasami niektórzy w jego istnienie tracą wiarę. Nasuwa się pytanie czy o taką lekkość w decydowaniu chodzi. Warto się zastanowić czym jest dla nas trud przekraczania własnych wyżyn. W pewnym momencie nasz prywatny masyw okaże się nie taki wysoki jak sobie do tej pory to wyobrażaliśmy, ale w dalszym ciągu zachwycający. Mało tego, wschód naszych oczu pełnych pokory ponad horyzont rozpoczyna kolejny piękny dzień. Przecież o każdy promień słońca tu chodzi.

Zaproszenie

Życzenie, aby pojawić się w czyimś świecie wyłania się z każdej strony. Swoista sława jest czasami przez nas samych ciężka do strawienia. Święty spokój wydaje się nam być odległą planetą, widzianą przez okular, ale nienaruszalną. Z wielką tęsknotą patrzymy w niebo, odliczając czas do ponownego wytchnienia. A gdyby tak nasze oczy powiększały komuś niebo. Nie musiałby ten ktoś tak wysoko unosić głowy. Brak wysiłku już odciąża, nienaruszalne staje się namacalne, cisza osiągalna. Wątpliwości są naturalne, często niełatwe do dźwigania, wszak nasz wewnętrzny obciążnik, czekając na moment samostanowienia, pielęgnuje w wielkim trudzie ludzki sens istnienia.

Świadomość




Głęboko zakorzeniona potrzeba bycia kimś, rozmywa granicę świata materialnego i duchowego. Skąd wiemy, że ten ktoś jest tym kim być powinien? Skomplikowana fabuła szarpie czasami nasze serce, przesądzając o tym co na zewnątrz, nie dotykając duszy. Kojarzone z bólem wspomniane szarpanie, powoduje co najmniej niechęć, którą ciężko powstrzymać. Nie mniej jednak, szarpanie w końcu zmaleje, wszak energia zewnątrz zawsze się wyczerpuje. Tej świadomości nikt nam nie może dać, ale też, nam nikt jej odebrać nie może. Wzięcie pod uwagę tego niedomówienia, niektórym zaczyna prostować życie. I wtedy rozumiemy, iż widziany obraz w krzywym zwierciadle, też się wyczerpie.

Bezinteresowność

Bezinteresowności zaznaje się poprzez dotyk nieba. Dreszcz nieprzyjemności przez moment zwątpienia, oswobadza wzniesiony wzrok ku Górze. Poczucie bezkresu minimalizuje strach, który nie trwa wiecznie. A ten kto przedłuża własną nieufność czeka w gruncie rzeczy na wielkodusznego przyjaciela. Ciężko samemu skoczyć nad przepaścią, razem łatwiej nauczyć się latać. Wzajemne przewodnictwo popłaca. Chroni przed upadkiem, wyciąga pomocną dłoń. Wtedy bezkres, pomimo monotonności, daje poczucie dobrotliwości. O ruchu decydujemy my sami. Siła ciążenia nie działa na nasze dusze, które wpatrzone w niebo, przeczą prawom i rozrastają się w swojej lekkości. To jest magia nieba widzianego na co dzień w bezinteresowności.

Wiara

Czy podstawa życia może być jego celowością? A może kierunek istnienia jest jego podłożem?

Wiara. To ona uwikłana jest w podstawę i celowość, kierunek oraz podłoże. Słowo, którego nie widzimy, z pewnością wiemy, że jest, ponieważ czujemy. Wiara w lepsze jutro, w sprawiedliwość, w trudność. Człowieka powyższe dylematy są tak prawdziwe jak wiara, z tym, że widoczne pod postacią beztroski, determinacji czy smutku. Z duchowieństwem jest tak samo jak z wiarą. Nie widzimy, a przyciąga do różnych miejsc, ludzi i rzeczy. Człowiek bez naocznej przyczyny, dostrzega duchowieństwo z wielkiej odległości, wszak dalekie podróże są wpisane w człowieka podstawę. Ta wyklarowana celowość, wymaga środka transportu, a niejasny kierunek, wytrwałości. Oba rozciągnięte w czasie, oba powodujące zmęczenie, oba przeobrażają niewidoczne w widoczne.

Opór

Człowiek bez oporu na życie jest białym podmuchem. Lekkim, zwiewnym i bezkształtnym. Niewątpliwą koleją życia jest integracja podmuchu z oporem, który stanowi obronę przed niebem na ziemi. I chodź siły są enigmatyczne i niezauważalne dość mocno widoczne w postaci śmiechu i złości. Wszystko jest potrzebne, szczęście, które leczy, wzburzenie, które jest szczęścia symetrią. Osią jest opór. Dotyk jednego i drugiego już jest niebem. Do jego zobaczenia wystarczy drugi człowiek, a do poczucia cisza i łzy.

Rzeka

To co nas buduje na zewnątrz, to energia szczęścia, smutku i złości wewnątrz. Warto czasami odpocząć od samego siebie. Być może zajdzie konwersja energii i smutek zamieni się w radość, złość zamieni się w łzy. Nieuważne decyzje budują ten świat. Piękno to cierpliwość wobec nas samych i innych. Myśli to źródło. Sprawiedliwość to obojętność, bez rozróżniania doba i zła. Siłą naszego ducha dojdziemy do początku i zrozumiemy jak bardzo się myliliśmy kierując energię w las, mrożąc siebie. Ile dystansu potrzeba, aby pomieścić koryto rzeki, powstałe z topniejącego lodu. To nie są łzy stracenia, a życiodajna woda, która zasili drzewa w lesie.

Sumienie

Gdy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad istnieniem świata materialnego i duchowego, ze spokojem za swojego ducha, możemy przyjąć swoje sumienie. Ta krzta, pokryta na początku poczuciem złości, wstydu i winy, powoli rozjaśni się, ponieważ mieszanie kolorów światła, zawsze daje efekt jaśniejszy od składowych. A przy odpowiednim ich połączeniu – ostatecznie kolor biały. Niebudzący wątpliwości fakt, koloru białego wokół człowieka, zakłada anielskość w człowieczeństwie. Etapy kolorowania są różne w czasie. Szarpanie sumienia z materią, nie ma skali trudności, a świadomości. Rzetelne przyjęcie sumienia, z reguły jest wymagające. Cierpliwość wobec innych, jeszcze trudniejsza. Stąd różnica długości fal. Bez niej, nie byłoby koloru białego. Poczucie duchowieństwa doświadczalne przez wszystkich, nie dotykowe dla każdego.