Zaproszenie

Życzenie, aby pojawić się w czyimś świecie wyłania się z każdej strony. Swoista sława jest czasami przez nas samych ciężka do strawienia. Święty spokój wydaje się nam być odległą planetą, widzianą przez okular, ale nienaruszalną. Z wielką tęsknotą patrzymy w niebo, odliczając czas do ponownego wytchnienia. A gdyby tak nasze oczy powiększały komuś niebo. Nie musiałby ten ktoś tak wysoko unosić głowy. Brak wysiłku już odciąża, nienaruszalne staje się namacalne, cisza osiągalna. Wątpliwości są naturalne, często niełatwe do dźwigania, wszak nasz wewnętrzny obciążnik, czekając na moment samostanowienia, pielęgnuje w wielkim trudzie ludzki sens istnienia.

Świadomość




Głęboko zakorzeniona potrzeba bycia kimś, rozmywa granicę świata materialnego i duchowego. Skąd wiemy, że ten ktoś jest tym kim być powinien? Skomplikowana fabuła szarpie czasami nasze serce, przesądzając o tym co na zewnątrz, nie dotykając duszy. Kojarzone z bólem wspomniane szarpanie, powoduje co najmniej niechęć, którą ciężko powstrzymać. Nie mniej jednak, szarpanie w końcu zmaleje, wszak energia zewnątrz zawsze się wyczerpuje. Tej świadomości nikt nam nie może dać, ale też, nam nikt jej odebrać nie może. Wzięcie pod uwagę tego niedomówienia, niektórym zaczyna prostować życie. I wtedy rozumiemy, iż widziany obraz w krzywym zwierciadle, też się wyczerpie.

Bezinteresowność

Bezinteresowności zaznaje się poprzez dotyk nieba. Dreszcz nieprzyjemności przez moment zwątpienia, oswobadza wzniesiony wzrok ku Górze. Poczucie bezkresu minimalizuje strach, który nie trwa wiecznie. A ten kto przedłuża własną nieufność czeka w gruncie rzeczy na wielkodusznego przyjaciela. Ciężko samemu skoczyć nad przepaścią, razem łatwiej nauczyć się latać. Wzajemne przewodnictwo popłaca. Chroni przed upadkiem, wyciąga pomocną dłoń. Wtedy bezkres, pomimo monotonności, daje poczucie dobrotliwości. O ruchu decydujemy my sami. Siła ciążenia nie działa na nasze dusze, które wpatrzone w niebo, przeczą prawom i rozrastają się w swojej lekkości. To jest magia nieba widzianego na co dzień w bezinteresowności.

Wiara

Czy podstawa życia może być jego celowością? A może kierunek istnienia jest jego podłożem?

Wiara. To ona uwikłana jest w podstawę i celowość, kierunek oraz podłoże. Słowo, którego nie widzimy, z pewnością wiemy, że jest, ponieważ czujemy. Wiara w lepsze jutro, w sprawiedliwość, w trudność. Człowieka powyższe dylematy są tak prawdziwe jak wiara, z tym, że widoczne pod postacią beztroski, determinacji czy smutku. Z duchowieństwem jest tak samo jak z wiarą. Nie widzimy, a przyciąga do różnych miejsc, ludzi i rzeczy. Człowiek bez naocznej przyczyny, dostrzega duchowieństwo z wielkiej odległości, wszak dalekie podróże są wpisane w człowieka podstawę. Ta wyklarowana celowość, wymaga środka transportu, a niejasny kierunek, wytrwałości. Oba rozciągnięte w czasie, oba powodujące zmęczenie, oba przeobrażają niewidoczne w widoczne.

Opór

Człowiek bez oporu na życie jest białym podmuchem. Lekkim, zwiewnym i bezkształtnym. Niewątpliwą koleją życia jest integracja podmuchu z oporem, który stanowi obronę przed niebem na ziemi. I chodź siły są enigmatyczne i niezauważalne dość mocno widoczne w postaci śmiechu i złości. Wszystko jest potrzebne, szczęście, które leczy, wzburzenie, które jest szczęścia symetrią. Osią jest opór. Dotyk jednego i drugiego już jest niebem. Do jego zobaczenia wystarczy drugi człowiek, a do poczucia cisza i łzy.

Rzeka

To co nas buduje na zewnątrz, to energia szczęścia, smutku i złości wewnątrz. Warto czasami odpocząć od samego siebie. Być może zajdzie konwersja energii i smutek zamieni się w radość, złość zamieni się w łzy. Nieuważne decyzje budują ten świat. Piękno to cierpliwość wobec nas samych i innych. Myśli to źródło. Sprawiedliwość to obojętność, bez rozróżniania doba i zła. Siłą naszego ducha dojdziemy do początku i zrozumiemy jak bardzo się myliliśmy kierując energię w las, mrożąc siebie. Ile dystansu potrzeba, aby pomieścić koryto rzeki, powstałe z topniejącego lodu. To nie są łzy stracenia, a życiodajna woda, która zasili drzewa w lesie.

Sumienie

Gdy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad istnieniem świata materialnego i duchowego, ze spokojem za swojego ducha, możemy przyjąć swoje sumienie. Ta krzta, pokryta na początku poczuciem złości, wstydu i winy, powoli rozjaśni się, ponieważ mieszanie kolorów światła, zawsze daje efekt jaśniejszy od składowych. A przy odpowiednim ich połączeniu – ostatecznie kolor biały. Niebudzący wątpliwości fakt, koloru białego wokół człowieka, zakłada anielskość w człowieczeństwie. Etapy kolorowania są różne w czasie. Szarpanie sumienia z materią, nie ma skali trudności, a świadomości. Rzetelne przyjęcie sumienia, z reguły jest wymagające. Cierpliwość wobec innych, jeszcze trudniejsza. Stąd różnica długości fal. Bez niej, nie byłoby koloru białego. Poczucie duchowieństwa doświadczalne przez wszystkich, nie dotykowe dla każdego.

Granica

Zetknięcie się granicy wzdłuż z granicą wszerz powoduje małą dezorientację. Rozrzucone szkło pod stopami wywołuje ból, który jednocześnie zaczyna się i kończy w centrum ciała niebieskiego. Chwilowy brak poczucia czasu i miejsca, włącza wszystkie światła i dźwięki dookoła. Chaos, który tak przecież przeszkadza, wydaje się być tym maksymalnym, który jesteśmy w stanie wytrzymać. Granica wszerz wyłącza wtyczkę z gniazda, uciszając wszystko. W ciszy tej zostajemy sami. Będąc samotnym, tylko z oczu nam można czytać. Kim są Ci, którzy mają wgląd w naszego Ducha walki? To Uczniowie tego chaosu i Uczeni w tym chaosie. Pełnienie podwójnej funkcji  wzmacnia siły, aby pomimo przeciążenia, granica wzdłuż pięła się ku Górze. Nieprzerwany jej ciąg, zachęca Ucznia i Uczonego do dalszego eksplorowania oraz zrozumienia, że  akceptację głośności, rażenia i ich modulację mamy w sobie. Granica wzdłuż kończy się tam gdzie kończy się Wszechświat. Nasza percepcja, która jest zmienna, modyfikuje za każdym razem punkt zetknięcia się granic. To ona wyznacza początek i koniec Wszechświata. Ona nie nadaje określonego kształtu, a kierunek.

Cykl

Świat jest pełen kolorów. Natura nieustannie dba o barwy, odradzając cyklicznie swoje odcienie. Zachwyceni prostotą, jednak próbujemy ją prześcignąć. Zapędzeni, ciągle zauważamy jak czas nam ucieka, jak mało go mamy na zrobienie „czegoś”. Owładnięci pogonią za byciem bardziej wyrafinowanym, dokarmiamy siebie i innych bodźcami, które komplikują cykl, dezorientują i stąd potrzeba posiadania zegara. Wiedza na temat czasu i miejsca daje złudny komfort bezpieczeństwa. Opór jaki stawiamy przed brakiem tej świadomości, napawa nas paniką. Ona definiuje obawy i ich powody. Zrozumienie obaw i powodów jest fundamentem zdroworozsądkowego podejścia do życia, ponieważ ciekawość jaką wtedy w sobie dostrzeżemy pozwoli oswoić się z lękiem i go zmniejszyć.  Ciągłe mijanie się z tym wzmacnia konstrukcję, która rośnie w siłę i powoduje powstanie mniejszości w większości. Lub większości w mniejszości.