Powody naszego zachowania i naszych wyborów, są tylko synonimem najprostszego założenia. Zdanie sobie z niego sprawy, już nas odciąży, ponieważ nie będziemy musieli tego ukrywać. Niech te podobieństwa, będą początkami nitek, które doprowadzą do kłębka. Kiedy przeskoczymy tę najdłuższą, z niedowierzaniem przyjrzymy się tym krótszym.
Nasz dobrostan nieraz zbiegał się z linią wyznaczaną przez słońca promienie. A dystansował się w momencie kiepskiej pogody. Tendencja spadkowa zaczynała się już dzień przed. Nasz dobrobyt z góry zakładany jest przez tabelki, statystyki i wyliczenia na kalkulatorze. O tych dwóch powodach naszego rozładowania najczęściej się rozmawia. Mają one wspólny mianownik – Nas.
Paralelizmem psychofizycznym jest posiadanie serca i umysłu. W dosłownym i symbolicznym rozumieniu. Wśród ludzi, to jest wspólnym mianownikiem. Ich wzajemna zdrowa relacja (serca i umysłu) pozwala poprawnie użytkować nasz akumulator. Nie będzie on wyładowany ani przeciążony. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku chaos jaki się utworzy uniemożliwi swobodny przepływ. Chaos ten w naszym ludzkim odczuciu to zaniepokojenie i napięcie. Niech umysł posłuży za elektrodę, przyjmie ten potencjał. Moc serca wyrówna poziom elektrolitu. W końcu woda z solą bardzo dobrze przewodzi prąd. Rozlane po całym ciele łzy, dostarczą potrzebnej nam energii. Energii, której cyrkulacja pozwoli nam przenosić góry. Zblokowana siła powoduje choroby, a jej wybuch, zabija. Kiedy zejdziemy na Ziemię, zorientujemy się, że bomba atomowa nie jest nam już straszna.
Spryt tego świata polega na tym, aby być świadomym skali tej wielkości i zrozumieniu, że każdy z nas, bez wyjątku, ma tak samo.
Kiedy nasze zrealizowane pragnienia, okazują się nie być tą logiką, której całe życie szukaliśmy, przeglądamy wszelkie możliwe źródła, aby utwierdzić się czy dobrze znamy definicję interesującej nas frazy. Skąpani pięknem i złotem poszerzamy ją o kolejne przykłady. Miejsca na dopisywanie jest bardzo dużo. Czasami zastanawiamy się tylko czy starczy nam atramentu. Zszokowani tym, że realizacja celów to nie jednostkowy proces, a jest to bieg po kilku torach, których dystans się nieustannie zwiększa. Zamiast odetchnąć z ulgą, my pocimy się coraz bardziej. Droższe buty nie pomagają, bieżnia się nie skraca. Czasami dobrze jest popełnić falstart, daje nam to możliwość pomyśleć.
Świat nie zachęca do stania w miejscu. On się cały czas rozwija, czego jesteśmy świadkami. Wszystko ma znaczenie. Rozmaitość jaką nam oferuje na różnych płaszczyznach, powoduje, że słowo „sens” i „spełnianie marzeń”, niebezpiecznie o siebie zahaczają. Zanim zmaterializujemy początkowo nierealne rzeczy, znajdźmy sens w umytej przez nas samych szklance, z której napijemy się życiodajnej wody. Jest to bardzo trudne, aby docenić deszcz, który przenika do gleby, a nie skondensowane zasoby, które krępują nam tak naprawdę ruchy. Kiedy jednak to stanie się faktem, dostrzeżemy wielowymiarowość w prostocie, a płytkowość w sprzeczności. Warstwy po których będziemy się poruszać, intuicyjnie pokażemy innym.
Wygranym w życiu jest ten, kto bezinteresownie spragnionym proponuje wodę ze swojej szklanej zastawy oraz jest nią częstowany w upalne dni.
Patrząc nocą w niebo pełne gwiazd nieraz zastanawialiśmy się co jest za horyzontem. W ciemnościach go nie widzimy i dlatego staramy się zadawać prawidłowe pytania, aby dowiedzieć się czegoś, czego inni nie wiedzą. Odległości między planetami chodź ciężkie do zrozumienia, nie stanowią żadnej bariery do wyobrażenia. Każdy z nas swoją drogę wybiera na bazie przekonań i wiary. To ona niesie nas przez świat. Stąd różne odpowiedzi. Szukamy podobnych do nas osób, aby o swoich wątpliwościach porozmawiać. Jak pojąć to co naoczne, iluzoryczne i nieosiągalne jednocześnie.
Przyglądając się sobie znajdziemy kilka podobieństw do kosmosu. W lustrze widzimy naszą twarz, nasze ciało, nasze oczy. Możemy je dotknąć. Dostrzegamy idealność tego świata, ale nie sięgnęliśmy jego centrum. Słońce i planety naszego układu oddalone są o takie same lata świetlne. Kiedy odważymy się ruszyć w tę przestrzeń kosmiczną, niejednokrotnie w tej próżni będziemy głośno krzyczeć. Na początku jak najgłośniej, aby wszyscy słyszeli, a potem tylko w myślach, aby przypadkiem nikt nie usłyszał i nie zechciał tej podróży zakończyć. Podniesiemy tym samym energię w pustce i zbudujemy całe galaktyki. Pojmiemy, że horyzontem naszego bezgranicza jest nasza skóra. Przekraczając ją, jesteśmy w kolejnym bezgraniczu, którego styku z następnym będziemy chcieli szukać. Jednocześnie brakujące masy we Wszechświecie załatamy dobrem i zrozumieniem. Rozjaśniając sobie niebo sprawiamy, że granice wiedzy będą dla nas bardziej widoczne.
Pamiętaj, że każdej minuty mamy sześćdziesiąt pustych kartek. Nie zrażajmy się tym, że kilka wstecz, chcielibyśmy podrzeć. Bądźmy pełni uznania, że mają linie wspomagające. Dajmy sobie czas, aby na nowo nauczyć się pisać.
Musimy się cofnąć daleko wstecz do pierwszego poczucia niesprawiedliwości. Dawnego, ale jakże wyraźnego. Staroświeckiego, a jednocześnie ponadczasowego. Kadry każdej sekundy zostały przez nas zakodowane. Poczucie bycia pominiętym powstało błyskawicznie, ponieważ nie było czasu na interpretację. Powody swojego zdeklasowania wymyślamy sami. Motywy mogą być takie same lub się mogą różnić od motywów decydenta. Pamiętajmy, że to nie wybór świata, a ego naszego biurokraty. Odczucie autentyczności zwiększa fakt, że reżyserami tego ujęcia są nasi najbliżsi. Złotą myśl, którą wpisujemy do naszego Pamiętnika idzie z nami przez świat. A w świecie tym każdy dokonuje wyborów. Odtworzona klatka kilkukrotnie, ładuje zakiełkowane poczucie nierówności energią. I my wtedy stajemy się decydentami i wybierane przez nasze ego drogi postępowania, mogą być bardzo podobne do tych, którymi kierowali się inni. Oprzytomnienie polega na zwróceniu na to uwagi, przyznaniu się przed samym sobą, że skopiowane umiejętności mają u każdego podobne źródło. Sprawiedliwością jaką obdarował nas świat jest jedna i ta sama odpowiedź, której będziemy szukać po zadaniu odpowiednich pytań. Zostawmy sobie odrobinę miejsca w Pamiętniku, aby móc wpisać ripostę i miejmy ze sobą zawsze długopis, aby pożyczyć innym, kiedy będą tego potrzebowali.
Formalnymi etapami naszego życia, które powodują boleści w nas samych są choroby, rozstania, przemoc, uzależnienia, śmierć. Wyraźnie odbiją się szerokim echem. Wsparcie otrzymujemy niemal od każdej osoby, którą znamy. Powierników naszych osobistych historii zapraszamy na kawę, bądź sami reagujemy na ich zawołanie. Czujemy się rozumiani i bezpieczni w swojej panice i lęku. Natomiast są jeszcze kryzysy, które nie odbijają się tak. Pomimo potężnej siły, mają niewystarczającą moc, aby, niesione na fali uwrażliwiały czyjś słuch. Kiedy jeszcze mamy ten wybór, wolimy czymś przysypać i zapomnieć. Nasza świadoma głowa daruje sobie to, ale podświadomość będzie mieć odbitkę na swojej kliszy. Propozycja kawy, przy której chciałoby się zadecydować o słuszności obaw dotyczących poczucia wstydu, niskiej samooceny, spełniania się, poczucia utraty tożsamości, jest poza naszym zasięgiem. Wolelibyśmy próbować przepchać głaz, aniżeli postawić pierwszy krok. Ciężar tego bloku skalnego nosimy w sobie, kilkukrotnie powielony. Wielkość tej energii jest tak duża, że w pewnym momencie wybuchnie. Ruchy płyt tektonicznych początkowo są dla nas niewidoczne. Zauważamy je w momencie ich zniekształceń. Trzeźwość umysłu wspiera temperaturę pokojową tychże skał, nie powodując rozgrzania ich do czerwoności. Wtedy, podtrzymując się poręczy, spróbujmy stawiać pierwsze kroki. Uczmy się mówić. Ale i słuchać! Po jakimś czasie uczucie wymuszenia przerodzi się w naturę stanu. Okiełznamy te najdyskretniejsze przesilenia, te przed którymi możemy jeszcze uciec. Owszem, przysypiemy je, wgniecenie pozostanie po konfrontacji, ale i tak wyrówna to deszcz z chmur. Zaserwujmy kawę w odwrotnej kolejności. Najpierw sobie. Przy każdym najmniejszym poczuciu wątpienia w swoje Istnienie tu. Nie zrażajmy się wymiarem tego spotkania, zimna kawa też ma smak.
Gdybyśmy uwierzyli w autentyczną wartość, jaką wnosimy w życie drugiego człowieka, byłoby nam o wiele, wiele lepiej. Wartość, której, aż wstyd przeliczać, bowiem okazałoby się, że wygranych jest dwóch. I co wtedy? Różnica między wygraną w świecie materialnym, a w świecie duchowym jest taka, że w pierwszym przypadku, naszą pasję, którą uczyniliśmy z wygranej, dzielimy na pół, a w drugim, mnożymy razy dwa. I nagle okazuje się, że gęstość ducha jest większa od gęstości materii i tym samym przeczy to prawom fizyki. Skoro tak lubimy buntować się obowiązującym zasadom i prawu, które ktoś pomimo naszej woli wprowadził, zacznijmy łamać „prawo gęstości ducha”. Udowadniajmy, że powietrze jest cięższe od kamienia. Potwierdzajmy, że łzy zamieniają się w chmurę, pod wpływem gorączki, która nas czasami otacza. Właśnie o to szczere kłębowisko chodzi. Im jest go więcej, tym lżejsza staje się materia. Autentyczności nie mierzymy namacalnie. Ona jest wynikiem doświadczeń i ma kolor bezbarwny. Oczami jej nie zobaczymy, wyobraźnią nie poczujemy. Jest tunelem czasoprzestrzennym, który łączy dwa odległe, jednocześnie nierozerwalne fragmenty życia. Tunelem, który dwukrotnie przyspiesza podróż w tym podzielonym świecie.
Refleksja po przeczytaniu twórczości osób niepełnosprawnych, zamieszczona w Kwartalniku Fundacji Sztuki Osób Niepełnosprawnych „Słowem i Kształtem”.
Czytając kartka po kartce po raz kolejny w swoim życiu znajduję potwierdzenie, że nasz obecny świat to emocje. Emocje, które towarzyszą nam tu na Ziemi jak i tam na Górze. Jedyna różnica między tym co Tu, a między tym co Tam, jest taka, że prócz miłości i wolności, towarzyszy nam strach, który zamyka nas w niewidzialnej klatce i nie pozwala na swobodne wychodzenie z niej. Jesteśmy sparaliżowani przez prozę świata zewnętrznego, która początkowo wydaje się być kolorowa, ale bardzo ciężka. Napierająca na nas materia z każdej strony daje tylko chwilowe skupienie na sobie uwagi. Pierwsza reakcja na jej pojawienie się, jest mylnie kojarzona z radością, szczęściem i uwielbieniem. Z łatwością otwieramy wachlarz słów, które na pierwszy rzut oka może i zaspokajają tę pierwotną potrzebę reakcji. Natomiast zostawszy sam na sam ze sobą, sięgamy głębiej i dostrzegamy różnicę między tęsknotą, a „tęsknotą”. I to dzieje się właśnie w tej niewidzialnej klatce. Dużo mamy okazji, aby być dobrymi nauczycielami i w piękny sposób mówić o emocjach. Nie mając zapasowego klucza do klatki, jesteśmy zdani na łaskę niewidzialnej energii i tym samym, te ważne dla nas okazje uciekają. Na szczęście one powracają, abyśmy mogli spróbować ponownie, odnaleźć w gąszczu tej przestrzeni to małe światełko, które wpasuje się w serce i da wielką siłę przebicia. Ci, których twórczość miałam okazję poznać, wykorzystali taką okazję pomimo dużego niepokoju, który z pewnością im towarzyszył. Akceptacja swojego Istnienia jest jednym z najtrudniejszych wyzwań. Nie chodzi mi tu, o ponowne otwarcie wachlarza, a o pełną odpowiedzialność przewodzenia innym ludziom. Każda napotkana osoba może być odpowiedzią na nasze głęboko skrywane pytanie. Udzielonych odpowiedzi na tych kilku kartkach jest całe mnóstwo, natomiast na skalę całego Świata wciąż niewystarczająco. Oni dali sobie przyzwolenie na to, aby czuć się dobrze z samym sobą. Zaakceptowali w sobie miłość do świata i ten ból, którego doświadczyli. To znajomość z nim, pokłuła ich serca. Powstałe dziury załatane zostały światłem, którego z wielką tęsknotą wypatrywali w pustce. Wychodząc ze swojej klatki, nieśli ze sobą dużą wartość wszystkich emocji. Wartość, o której, niektórzy nic jeszcze nie wiedzą, wartość, o której, niektórzy chcieliby się dowiedzieć więcej.
Strach przed śmiercią fizyczną jest taki sam jak strach przed śmiercią urojonej tożsamości, która jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Walczymy z siłą, której nawet nie umiemy nazwać. Zdenerwowani na życie, które od początku daje nam możliwość oswojenia się z tym zjawiskiem, wolimy uciekać i dalej się bać. A przecież w jednym jak i w drugim przypadku nasz duch wreszcie stanie się wolny. Zbawienie, o którym możemy tak dużo przeczytać, w końcu możemy je poczuć będąc jeszcze tu na Ziemi. Warto być w bliskim kontakcie z siłą płynącą od głowy do stóp, aby zrozumieć jej bieg. Spiętrzenie jej, spowoduje, że w pewnym momencie z zawrotną prędkością będzie mieć swoje ujście. Te niepozorne łzy, które wypłyną w tym momencie z oczu są maszyną produkującą niesamowitą ilość energii, która pobudza do życia nowe wcielenie. Odrodzeni, powracamy między ludzi, czekając na kolejny kres, już z mniejszym niepokojem. Przeżywszy kilkukrotnie śmierć nas samych, stajemy się świadkami reinkarnacji. Duch ten sam, inna materia.